Obudziłam się i jedyne co zobaczyłam to biały sufit, na którym co dwa metry była lampa.
Byłam bardzo słaba, ale miałam siłę, żeby się rozejrzeć.
Byłam w szpitalu i leżałam na łóżku, a lekarze, którzy byli wokół mnie pchali to łóżko.
Nie wiedziała co się ze mną stało, ale po chwili przypomniała mi się sytuacja z mojego pokoju po tym jak Will wyszedł.
Nagle zaczęło mnie szczypać kolano i syknęłam.
Jeden z lekarzy spojrzał na mnie.
Zawieźli mnie szybko na jakąś salę do zabiegów i już po chwili dali mi znieczulenie.
Gdy po zabiegu chcieli mnie zostawić w szpitalu nie chciałam się zgodzić.
Niestety musiałam. Lekarz powiedział, że jak tylko będzie lepiej to mnie wypiszą.
Will był ze mną w szpitalu, ale kazałam mu jechać.
Zostałam sama w ciemnej sali. Jedyne światło dochodziło z mojego telefonu.
Strasznie mi się nudziło. Była już północ, ale ja nie mogłam zasnąć. Do tego w mojej sali nikt oprócz mnie nie leżał.. żadna dziewczyna czy chłopak w moim wieku.
Siedziałam, więc na tt i spamowałam ludziom o tym jak mi źle i jak bardzo boli mnie noga.
Nie lubiłam nigdy za bardzo pisać do obcych ludzi o moich 'problemach', ale wiem, że na tt każdy sobie pomaga, więc kilka osób nawet do mnie napisało.
**Następnego dnia**
Spałam strasznie długo, bo przebudziłam się dopiero po 10.
Od razu po mojej pobudce przyszedł do mnie lekarz, żeby zadać mi kilka 'ważnych' pytań.
-No to co pan chciał ? - zapytałam.
-Jak Ci się to stało ?
-Ale co ?? To, że miałam szkło w kolanie ? To bardzo proste. Rozwalił się wazon, a ja się przewróciłam i tyle. Coś jeszcze ?
-Nie. Nic.
-A kiedy wreszcie stąd wyjdę ?
-Możliwe, że dzisiaj wieczorem. Nie musimy Ciebie tu trzymać, bo z kolanem wcale nie jest tak źle. Wypiszemy Ci jeszcze zwolnienie z wychowania fizycznego, żebyś się nie przemęczała.
-Nie ! Tylko nie zwolnienie. Ja muszę ćwiczyć.. Chcę należeć do drużyny piłki nożnej. To dla mnie bardzo ważne.
Od samego myślenia o tym, że mogłabym nie grać robi mi się źle.
-Ale nie możemy tak ryzykować.
-Przecież powiedział pan, że nic mi nie jest. Błagam pana... - powiedziałam z zaszklonymi oczami.
-Hmm... No dobrze.
-Dziękuję bardzo. - powiedziałam radośnie.
-Dobrze, a teraz odpoczywaj. Jeśli będziesz chciała gdzieś wyjść to obok łóżka leżą kule.
-Okey.
Lekarz wyszedł, a ja zostałam ponownie sama.
Zachciało mi się jeść, więc wzięłam parę monet z portfela, po czym o kulach wyszłam na korytarz.
Na końcu korytarza ujrzałam automat, więc jak najszybciej się dało do niego podeszłam.
Kupiłam sobie wodę i żelki, po czym wróciłam do sali.
Korytarz był prawie pusty. Szczerze mówiąc nie wiem poco ludzie tutaj przychodzą. Ja nigdy nie lubiłam odwiedzać chorych osób. Odkąd mój wujek zachorował nienawidzę szpitali.
Dokładnie o 15 przyjechał po mnie Fabian.
Cała moja rodzinka była zajęta, więc znów musiałam jechać z tym idiotą.
Na początku wzięłam swoje rzeczy i specjalnie się ociągałam, żeby tylko wkurzyć Fabiana.
Gdy wychodziliśmy ze szpitala nawet mi nie pomógł. Nie dość, że chodziłam o kulach to on nawet nie wziął mojej torebki.
Gdy jechaliśmy to się położyłam, bo nadal byłam zmęczona.
Fabian się nawet nie odezwał. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam na niego zła, że w ogóle nic nie mówi, ale z drugiej dziękowałam mu w duchu, że nie wypytuje o to co zrobiłam.
Wiedziałam, że lekarze powiadomili ich o moich bliznach, które tak naprawdę są jeszcze świeże.
Miałam tylko nadzieję, że nikt nie będzie chciał ze mną o tym rozmawiać.
Jazda z Fabianem była serio wkurzająca. Włączył sobie jakieś smętne piosenki i zaczął je śpiewać.
Miałam ochotę wyrzucić mu płytę przez okno, a wcześniej połamać.
W pałacu okazało się, że mój ojciec dzisiaj rano poleciał na te wczasy. Ma go nie być cały miesiąc, więc będzie trochę luzu. Postanowiłam zaprosić do siebie Niall'a w piątek, a w sobotę dziewczyny.
Postanowiłam najpierw porozmawiać z Kate czy w ogóle się na to zgadza.
Alex, która czekała na mój powrót pomogła mi wejść na górę do pokoju.
Później przyniosła mi obiad do pokoju. Byłam strasznie głodna, więc rzuciłam się na to jedzenie.
Później postanowiłam wziąć prysznic. Gdy zdejmowałam bandaż z kolana bałam się tego co tam zobaczę.
Na szczęście wszystko było zszyte tak, że prawie nic nie było widać.
Wzięłam szybki prysznic, po czym ubrałam się w szare leginsy, luźną czerwoną koszulkę i sweter.
**Piątek, godziny popołudniowe**
Gdy wczoraj szłam porozmawiać z Kate na temat przyjścia Niall'a do mnie strasznie się bałam.
Na szczęście jest taka kochana, że pozwoliła mi go zaprosić i na dodatek przekonała Will'a.
Cały wczorajszy wieczór truła mi tyłek, że może trzeba zrobić jakąś uroczystą kolację czy coś.
Ja oczywiście odmówiłam. Przecież to tylko mój chłopak, a nie książę z drugiego końca świata, który ma kupę kasy i chce się ze mną ożenić. Co prawda Niall miał chyba w planach wziąć ze mną ślub, ale nie wiem.
Ze szkoły wróciłam uradowana.
Dostałam się do drużyny i to na dodatek dla chłopaków. Zawsze o tym marzyłam. Ne lubię grać z dziewczynami, bo się strasznie kopią. Od poniedziałku zaczynam ostro ćwiczyć.
Druga sprawa mojego szczęścia to Niall.
Jest dopiero 15, więc mam jeszcze trzy godziny do przygotowania się.
Na początku wzięłam odprężającą i długą kąpiel.
Później godzinę stałam przy szafie, szukałam ubrań i jednocześnie suszyłam włosy.
W końcu ubrałam się w czarne leginsy, biało niebieską koszulę i czarne trampki. <klik>
Włosy spięłam w warkocza, który opadał na prawie ramię, po czym zrobiłam lekki make-up.
Do przyjścia Niall'a w końcu zostało mało czasu, więc szybko uprzątnęłam porozrzucane ubrania i kosmetyki, po czym zeszłam na dół.
Po piętnastu minutach punktualnie o 18 ktoś zapukał do drzwi pałacu....
______________________
Heej ; )
Przychodzę do Was z nowym rozdziałem.
Nie wiem co się stało, że komentują tylko osoby anonimowe.
Może to wszystko przez to, że tak długo nie pisałam. Nie wiem.
Dziękuję za dwa komentarze pod poprzednim rozdziałem.
Mam nadzieję, że ten Wam się chociaż spodoba i skomentuje więcej osób.
Więc jeśli to czytasz i rozdział Ci się podoba to dodaj komentarz.
Mi to dodaje weny i wiem, że mam dla kogo pisać.
Następny rozdział pojawi się może w niedzielę.
To zależy od komentarzy.
No to na tyle ;)
Do następnego ;*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz